Ewa Gawryluk i Waldemar Błaszczyk podjęli decyzję o rozstaniu. Aktorska para rozwiodła się, o czym postanowiła poinformować za pośrednictwem programu Dzień Dobry TVN. W oświadczeniu artyści przekazali, że nie będą udzielać wywiadów na ten temat i nie ujawnią żadnych prywatnych szczegółów. Read about Gdy mnie będziesz miał już dosyć from Ewa Błaszczyk's Nie żałuję and see the artwork, lyrics and similar artists. Ewa Błaszczyk - 5 CD. 2008 - Nawet gdy wichura: 2015 - Pozwól mi spróbować jeszcze raz: sortuj według: nazwa. typ pliku. rozmiar. data dodania . Ewa Błaszczyk - "Nawet, gdy wichura" (DVD i CD) - Wydawnictwo AGORA '2008. nestor 2011-01-04 Sylwestra przed 1 stycznia 2000 r. spędzała z mężem Jackiem Janczarskim w Zakopanem. 20 lat temu córka Ewa Błaszczyk zapadła w śpiączkę. Aktorka w wywiadzie dla "Urody Życia" zdradziła, jakie były jej ostatnie słowa Błaszczyk udało się więc załatwić zamianę mieszkania i gdy została sąsiadką ukochanego połączyli dwa mieszkania w jedno. Dopiero wówczas, w grudniu 1986 roku, wzięli ślub. - Długo Album: Jerzy Satanowski - AntologiaArtysta: Ewa BłaszczykTytuł: Piosenka pięknej nieznajomejData wydania: 2016-06-27http://www.facebook.com/MTJWytworniaMuzyc Art Music Club - 16.11.2023 r., godz. 20:00 Bilety : 70, 100 PLN - stage24.pl lub w dniu recitalu w klubie w cenie 100zł Ewa Błaszczyk i Andrzej „e-moll” Kowalczyk, fragmenty recitalu pt. „Pozwól mi spróbować jeszcze raz”. Zapraszamy na wyjątkowy wieczór, którego kanwą jest płyta Ewy Błaszczyk pt. „Pozwól mi spróbować Ewa Błaszczyk - Nawet gdy wichura (2008) Galeria: historyjki 6-obrazków: Logopedia: logopedia(1) obrazki: obrazki do ćwiczeń logopedycznych ZESTAW CD: sprawność manualna i grafomotoryka: śmieszne minki - ćwiczenia logopedyczne: Terapia dzieci z afazją: Terapia dzieci z afazją(1) zachomikowane Gdy zachoruję, to jest lawina, nie mogę wejść do Oli, jest zakaz, nie mogę się z nią wtedy kontaktować, nawet przez szybę. Ma pani czas na wakacje? Byłam tydzień z Manią w Chorwacji, pływałyśmy łódką do Dubrownika, który jest przepiękny. uzqOX. To był najbardziej niezwykły wieczór walentynkowy, w jakim uczestniczyłem. Podejrzewam nawet, że drugiego takiego nie było w całej Polsce. Dla wielu zaskakujący, dla większości wstrząsający. Na dużej scenie legnickiego teatru Ewa Błaszczyk z zespołem śpiewała o miłości. Niby wszyscy tak robią, ale tym razem łzy spływały nie tylko po twarzy wykonawczyni. Wpatrzonych w nią i zasłuchanych widzów na blisko dwie godziny dosłownie wbiło w fotele. Świadectwo dawała sekundowa i absolutna cisza, która zapadała, gdy milkły ostatnie dźwięki piosenek. Nie było słychać nic, nawet oddechów. Potem, już tylko brawa… A na koniec owacja i kilka to były niezwykłe walentynki. Choć lepiej i prawdziwiej byłoby napisać anty-walentynki. Nie było bowiem serduszek, czerwonych róż i pluszowych klimatów, a także całej tej marketingowej tandety. Tych tanich, najczęściej udawanych wzruszeń i egzaltacji, z którą nieodmiennie kojarzy się amerykańskie święto zakochanych. Owych „na górze róże, na dole fiołki, a my się kochamy, jak dwa aniołki”. I dzięki Bogu, że nie wieku na szczelnie wypełnionej widowni legnickiego teatru dobitnie świadczyła, że tym razem zasiedli na niej bohaterowie piosenek Agnieszki Osieckiej, owi „mężczyźni po przejściach i kobiety z przeszłością” (albo odwrotnie). I właśnie dla nich, i dla siebie, balansując na granicy ekshibicjonizmu, Ewa Błaszczyk śpiewała o miłości. Tak, o miłości. Ale tej dojrzałej i prawdziwej. Tej, która często sprawia ból i przynosi cierpienie, gdy przemija. I - co najważniejsze - o tej, dla której warto żyć i mieć nadzieję. „Nawet gdy wichura”.Byliśmy świadkami czegoś więcej, niż recital utalentowanej wokalnie aktorki. Ewa Błaszczyk zaprezentowała widzom bardzo osobisty, intymny spektakl, w którym zaprosiła nas do świata własnych emocji i przeżyć. Na paciorki tego różańca wybrała utwory wybitne: Agnieszki Osieckiej, ks. Jana Twardowskiego, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Doroty Czupkiewicz, Włodzimierza Wysockiego, z nie mniej doskonałą muzyką Jerzego Satanowskiego, Leszka Możdżera, Zygmunta Koniecznego, a także samego Wysockiego.„Konie” tego ostatniego słyszałem wcześniej w wykonaniu Maryli Rodowicz. Kto pierwszy sięgnął po ten utwór, piosenkarka czy aktorka – nie wiem. Nie mam natomiast wątpliwości, która z interpretacji miała anielskie skrzydła, w której lepiej objawiła się rozdarta słowiańska dusza. W wykonaniu Ewy Błaszczyk było to wszystko: przestrzeń, pragnienie wolności, miłość, tęsknota i był to wieczór rozrywkowy, nawet gdy aktorka uroczo uśmiechała się do nas prezentując efektowną czerwoną kreację Ewy Minge. Na telebimie widzieliśmy bowiem czarno-białe zbliżenie jej twarzy, siatkę zmarszczek pod oczami i łzy na policzkach. Nawet wówczas, gdy z gorzką autoironią śpiewała „nie zabijaj mnie powoli, zrób to raz, dwa, trzy…”, bowiem „są kobiety wampirzyce i są światy bardziej śliczne, niż na przykład ja”. Serce stawało w gardle.„Miłość, to nie pluszowy miś, ani kwiaty, to też nie diabeł rogaty, ani miłość to, gdy jedno płacze, a drugie po nim skacze. Miłość, to żaden film, w żadnym kinie; ani róże, ani całusy małe duże, ale miłość, to gdy jedno spada w dół - drugie ciągnie je ku górze”. Rzecz jasna tej piosenki ulubieńców nastolatków czyli zespołu Happysad Ewa Błaszczyk nie śpiewała. Ale, innymi słowami, śpiewała przecież o tym samym. Z tą ważną różnicą, że ta ciężko doświadczona przez los i bardzo dzielna aktorka, doskonale wiedziała, o czym sobotni wieczór w legnickim teatrze poznaliśmy różnicę między sztuką, a zglobalizowaną rozrywką. W tej pierwszej chodzi o prawdę, w tej drugiej - wyłącznie o Żurawiński„Nawet gdy wichura”recital Ewy Błaszczyk na scenie Teatru Modrzejewskiej w Legnicyaktorce na scenie towarzyszyli: Marcin Partyka (instrumenty klawiszowe), Andrzej „e-moll” Kowalczyk (gitara i śpiew), Sebastian Feliciak (saksofony) oraz córka Marianna Janczarska (gitara i śpiew)